19 kwietnia – manifest świadomości i wolności
Niektóre daty nie należą do historii – należą do sumienia.
19 kwietnia to dzień, w którym nie tyle wspominamy odkrycie, co odzyskujemy perspektywę.
To nie jest tylko data pierwszej świadomie zainicjowanej podróży LSD Alberta Hofmanna.
To symbol czegoś większego: prawa człowieka do decydowania o sobie.
Hofmann nie był rewolucjonistą – był badaczem. Nie walczył z systemem – tylko wsłuchał się w głos, który cywilizacja próbowała uciszyć: głos wewnętrznego ja, żywej ziemi, duchowego wymiaru istnienia, chęci zrozumienia cudu otaczającego nas świata
Ale to, co on "odkrył", istniało na długo przed nim.
Od tysięcy lat rdzenne ludy – w Amazonii, Afryce, Ameryce Północnej, Azji – żyły w głębokiej relacji z swoim umysłem i substancjami psychodelicznymi. Ayahuasca, Grzyby Psylocybinowe, Ibogaina, San Pedro, Peyotl, Syrian Rue – to nie były tylko substancje.
To były bramy do duchowego świata, do relacji z przodkami, do uzdrawiania ran duszy i ciała.
Dla nich to nie była moda. To był język.
Język relacji z planetą, ze sobą, z niewidzialnym światem .
Język ceremonii, odpowiedzialności i wspólnoty.
A dziś?
W krajach globalnej Północy – często tych samych, które kolonizowały i niszczyły rdzenne kultury – psychodeliki wracają… w białych fartuchach, pod mikroskopem, w kontrolowanych dawkach.
Duch zamieniany jest na procedurę.
Roślina na molekułę.
Świętość na „interwencję terapeutyczną”.
I choć nauka ma swoje bardzo ważne miejsce i otwiera wiele drzwi za co jesteśmy wdzięczni – nie możemy zapomnieć, komu tę wiedzę odebrano.
Nie możemy mówić o przyszłości psychodelików bez uznania, że zostały one brutalnie wyrwane z rąk tych, którzy przez wieki żyli z nimi w harmonii.
To nie tylko kwestia legalności.
To kwestia sprawiedliwości.
Ten sam system, który prześladował szamanów, dziś patentuje związki chemiczne.
Ten sam system, który wypalał dżungle i zakazywał roślin, dziś otwiera kliniki „rozwoju świadomości” – ale tylko dla tych, których na to stać.
To jest Duchowa Kolonizacja 2.0.
Nowocześniejsza. Cichsza. Ale równie przemocowa.
I w tej samej logice: dziś możemy kupić marihuanę w aptece – ale nie wolno nam posadzić własnego drzewka w domu.
Wolno kupić, ale nie hodować.
Wolno konsumować – pod warunkiem, że zapłacisz i nie będziesz protestowali że płacisz za dużo.
To nie jest legalizacja. To monetyzacja wolności.
Marihuana, choć nie jest psychodelikiem, odsłania dokładnie ten sam mechanizm.
Mechanizm kontroli, która udaje troskę.
Mechanizm legalności, która nie opiera się na mądrości – lecz na pieniądzu, monopolizacji, polityce.
Zabroniono nam roślin, które mogą uzdrawiać – ale nie zabroniono systemów, które ranią.
Zabroniono świętych grzybów – ale nie zabroniono światów, w których ludzie są odcięci od siebie, od natury, od wspólnoty.
I w tym właśnie tkwi największy paradoks:
To nie psychodeliki są zagrożeniem.
To świadomość, którą mogą obudzić.
Bo człowiek świadomy to człowiek, który nie kupuje kłamstw.
Nie da się sterować lękiem.
Nie potrzebuje być ciągle "produktywny", żeby czuć swoją wartość.
Dlatego ten dzień – 19 kwietnia – jest nie tylko przypomnieniem.
Jest wezwaniem do odzyskania prawa do siebie.
Do swojego ciała.
Do swojego umysłu.
Do swoich emocji, korzeni, duchowości.
To apel, byśmy wrócili do relacji z Ziemią, nie przez szkło laboratoryjne, ale przez serce i szacunek.
Byśmy nie tylko legalizowali substancje – ale odbudowali zagubioną etykę relacji z tym, co większe niż my.
Bo dopóki rośliny i grzyby psychoaktywne są nielegalne, a przemoc systemu jest codzienna – to nie my jesteśmy w błędzie.
To system się boi – że znów zaczniemy czuć.
I może właśnie dlatego, dzisiaj, potrzebujemy nie tylko nauki, ale i pamięci.
Nie tylko terapii, ale też duchowości.
Nie tylko dostępności – ale sprawiedliwości.
19 kwietnia to nie święto LSD. To święto prawa do pełni człowieczeństwa.
Nie przez strzykawkę. Przez relację.
Nie przez prawo. Przez empatię i zrozumienie.
Nie przez produkty – ale przez pamięć, która budzi się z ziemi.
Czas na kwas!
Świadomego dnia "Bicycle Day"!
